Podobnie
jak niegdyś hip-hop, zdrowa żywność i snowboard, marihuana się komercjalizuje
Dziś, gdy coraz więcej stanów zezwala na stosowanie tego narkotyku w celach
medycznych, a Kalifornia rozważa całkowitą jego legalizację, zwolennicy trawki
starają się poprawić jej wizerunek, otwierając specjalne apteki i wprowadzając
na rynek nowe marki. Zakładają firmy konsultingowe, lobbystyczne i kancelarie
prawne; organizują targi oraz seminaria; wreszcie, rozwijają inne gałęzie tej
branży...
Komercjalizacja marihuany
Podobnie
jak niegdyś hip-hop, zdrowa żywność i snowboard, marihuana się komercjalizuje
Dziś, gdy coraz więcej stanów zezwala na stosowanie tego narkotyku w celach
medycznych, a Kalifornia rozważa całkowitą jego legalizację, zwolennicy trawki
starają się poprawić jej wizerunek, otwierając specjalne apteki i wprowadzając
na rynek nowe marki. Zakładają firmy konsultingowe, lobbystyczne i kancelarie
prawne; organizują targi oraz seminaria; wreszcie, rozwijają inne gałęzie tej
branży.
Entuzjaści twierdzą, że to skoordynowana kampania, mająca na
celu zerwanie z hippisowską, kontrkulturową przeszłością narkotyku na rzecz
bardziej uładzonej, biznesowej przyszłości. – Nie noszę indyjskiej kamizelki,
nigdy nie zapuszczałem koziej bródki i nie miałem włosów dłuższych niż do karku
– mówi Allen St. Pierre, główny dyrektor National Organization for the Reform of
Marijuana Laws. – I nie lubię paczuli.
]Steve DeAngelo, prezes CannBe – firmy marketingowej, lobbingowej i doradczej z
Oakland w Kalifornii – nie używa nawet słowa "marihuana". Uważa je za
nacechowane pejoratywnie i preferuje gatunkową nazwę "konopie". – Chcemy, by
były używane w bezpieczny, właściwy i odpowiedzialny sposób – mówi DeAngelo.
Tej właśnie zasady przestrzega jego główna apteka, mieszcząca się w siedzibie
firmy, Harborside Health Center w Oakland. Budynek ma prosty, oszczędny wystrój
i oświetlony jest jasnymi, odblaskowymi światłami. Na miejscu dostępne są też
inne usługi, takie jak kręgarstwo i zajęcia z jogi. W niedawny piątek ośrodek
pękał w szwach: około 50 osób stało w kolejce, a pracownicy za ladą pokazywali
klientom rozmaite pączki, ciastka i inne wypieki na sprzedaż.
– Jeżeli nie wykażemy się profesjonalizmem i szacunkiem wobec prawa, nigdy nie
zyskamy zaufania obywateli – mówi DeAngelo. – A bez tego zaufania nigdy nie uda
nam się osiągnąć naszego celu.
Ostatecznym
celem dla wielu zwolenników jest legalizacja. Kalifornijczycy mogą zdecydować o
niej już w listopadzie, gdy będą głosować w referendum nad legalizacją,
opodatkowaniem i regulacją sprzedaży marihuany.
Bez względu na jego wynik CannBe zamierza rozwijać swój model biznesowy w całym
kraju i stać się, jak mówią fani, "McDonaldsem marihuany".
Działającą dla zysku spółką kierują czterej właściciele aptek non-profit oraz
ich prawnik. DeAngelo nazywa ich "elitarną drużyną od konopi". W marcu tego roku
skutecznie przekonała ona radę miejską w San Jose, dziesiątym co do wielkości
mieście w kraju, by przyjęła rozporządzenie w sprawie aptek, co było kluczową
decyzją torującą drogę do legalizacji przemysłu. Ostatnio też na poświęconej
marihuanie konferencji w Rhode Island DeAngelo zaprezentował nową linię swoich
produktów, w tym "trawkę light" z mniejszą ilością psychoaktywnych składników od
zwykłej odmiany, idealną, jak sam mówi, dla "pacjentów nieprzyzwyczajonych do
konopi".
ohn Lovell, lobbysta z Kalifornii reprezentujący dwie duże organizacje policyjne
sprzeciwiające się legalizacji, wykpiwa sugestię, jakoby zwolennicy marihuany
zaczęli szanować prawo i zdobywać społeczne poparcie. Wskazuje on na niedawną
decyzję rady Los Angeles, która nakazała skrajnie ograniczyć liczbę punktów z
medyczną marihuaną w mieście. – To plaga naszych osiedli – mówi. – W tych
aptekach są pieniądze i narkotyki. No i co? Czy to dziwne, że działają one jak
magnes na przestępców?.
Zwolennicy marihuany uważają jednak taką generalizację za niesprawiedliwą i
nieaktualną. – To jest rozwojowy biznes, taki sam, jak w dowolnym innym miejscu
– mówi Ethan Nadelmann, założyciel i dyrektor grupy Drug Policy Alliance, która
popiera legalizację.
Punkty sprzedaży w Kalifornii stosują wszelkiego rodzaju biznesowe sztuczki, by
przetrwać na coraz bardziej konkurencyjnym rynku. Magazyn branżowy "West Coast
Cannabis" zamieszcza dziesiątki ogłoszeń – reklamuje oferty dnia, darmowe
próbki, dostawy do domu, certyfikaty prezentów, dyplomy naukowe, zajęcia z jogi,
hipnoterapię, sesje Reiki, talony, przepisy oraz, rzecz jasna – jako że to
Kalifornia – darmowe parkingi. Powstają też nowe szkoły i seminaria, z których
mogą skorzystać zobowiązani do ciągłego dokształcania się lekarze i prawnicy.
Jedną z placówek jest Cannabis Law Institute, który niedawno dostał uprawnienia
od stanowej adwokatury w Kalifornii. Jego współzałożycielem jest Omar Figureoa,
absolwent Yale University i szkoły prawa Stanford, który w czerwcu organizuje w
hrabstwie Sonoma seminarium mające przybliżyć słuchaczom "tę fascynującą gałąź
prawa".
Figureoa, który przyznaje, że na Stanfordzie został uznany za studenta, "który
miałby największe szanse przepaść na przesłuchaniu zatwierdzającym w Senacie",
twierdzi, że zarabia dzięki usługom prawniczym niezłe pieniądze, ale robi to
głównie dla doświadczenia. – Problem marihuany zawsze mnie pasjonował –
podkreśla. – To najciekawsza dziedzina prawa.
Ma
ona zresztą zastosowanie nie tylko w Kalifornii. Przemysł ten kwitnie również w
Colorado, gdzie w zeszłym roku otwarto mnóstwo aptek. Ta nagła ekspansja
zaniepokoiła władze i skłoniła ustawodawców do szybkiego przyjęcia nowych
regulacji, ale jednocześnie okazała się dobrodziejstwem dla kancelarii prawnych
takich jak Kumin Sommers LLP z San Francisco, która nawiązała współpracę z
Warrenem C. Edsonem, prawnikiem z Denver reprezentującym około 300 punktów
sprzedaży w Colorado.
Edson mówi, że wielu jego klientów pyta o typowe zagadnienia, takie jak
odszkodowania dla pracowników, ulgi od podatków czy bezpieczeństwo pracy. – Oni
się naprawdę boją, że federalni dorwą nas jak Ala Capone, nie za marihuanę, ale
za coś innego – przyznaje Edson, nawiązując do skazania Capone za unikanie
płacenia podatków, a nie za działalność przestępczą.
Rząd federalny w dalszym ciągu sprzeciwia się legalizacji narkotyku. Choć
administracja Obamy zasygnalizowała pewną tolerancję, jeżeli chodzi o medyczną
marihuanę, naloty służb porządku publicznego na apteki i hodowców są wciąż na
porządku dziennym – nawet w Kalifornii, gdzie przemysł zaczął działać już w 1996
roku, po przyjęciu przełomowej Propozycji 215 legalizującej medyczną marihuanę.
Regulacje w 14 stanach, które dopuszczają użycie narkotyku w celach leczniczych,
są bardzo zróżnicowane. Ostateczne głosowanie nad legalizacją odbędzie się
wkrótce w Dystrykcie Kolumbii. Niektóre stany żądają, by sprzedawcy udowodnili
swój status non-profit – często muszą oni tworzyć spółdzielnie bądź kooperatywy;
wszędzie też od kupujących wymagane jest zalecenie lekarza. Ale nawet osoby
opowiadające się za medyczną marihuaną uważają, że system ten stwarza szerokie
pole do nadużyć, a nawet nieświadomego łamania prawa.
– Prawie wszystkie apteki w Kalifornii operują nielegalnie – mówi William Panzer,
prawnik z Oakland, który pomagał przygotować Propozycję 215. – To samodzielna
działalność gospodarcza, a nie spółdzielnia.
Drug Policy Alliance nie zajmuje oficjalnego stanowiska w kwestii, czy
sprzedawcy narkotyków powinni działać dla zysku, czy nie. Nadelmann dodaje
jednak: – Osoby, które odgrywają w tej branży kluczowe role, osobiście się na
tym nie bogacą.
źródła:
http://wiadomosci.onet.pl/