Wojny marihuanowe na Dzikim Zachodzie
Dodane przez Squart dnia Maj 13 2010 15:38:58

Wojny marihuanowe na Dzikim Zachodzie
 


Marcin Bosacki, Waszyngton

 Los Angeles chce siłą zamknąć prawie 500 sklepów z "leczniczą" marihuaną. Ich właściciele się buntują i pozywają miasto do sądów.

Marihuana jest oficjalnie w USA nielegalna, ale 14 stanów ogłosiło, że zezwala na jej używanie leczniczo - w celu uśmierzenia bólu przy raku, ale także np. w depresji. Pierwszym z nich była w 1996 r. Kalifornia. Od tego czasu powstały tam tysiące sklepów z marihuaną. Różne jej rodzaje stoją w słoikach z etykietami o wymyślnych nazwach: Dar Boga, Platynowa czy Bezimienna.

Wiele miast w Kalifornii w ostatnich latach zakazało u siebie sklepów z marihuaną, większość, np. San Francisco, odgórnie ograniczyła ich liczbę. Jednak dotąd nie stało się tak w Los Angeles, gdzie kilka lat temu było tysiąc takich sklepów, dziś ich liczbę szacuje się na 650-700. Los Angeles zaczęto nazywać Stolicą Zielska Dzikiego Zachodu.


Rozszerzona zawartość newsa

Wojny marihuanowe na Dzikim Zachodzie
 


Marcin Bosacki, Waszyngton

Los Angeles chce siłą zamknąć prawie 500 sklepów z "leczniczą" marihuaną. Ich właściciele się buntują i pozywają miasto do sądów.

Marihuana jest oficjalnie w USA nielegalna, ale 14 stanów ogłosiło, że zezwala na jej używanie leczniczo - w celu uśmierzenia bólu przy raku, ale także np. w depresji. Pierwszym z nich była w 1996 r. Kalifornia. Od tego czasu powstały tam tysiące sklepów z marihuaną. Różne jej rodzaje stoją w słoikach z etykietami o wymyślnych nazwach: Dar Boga, Platynowa czy Bezimienna.

Wiele miast w Kalifornii w ostatnich latach zakazało u siebie sklepów z marihuaną, większość, np. San Francisco, odgórnie ograniczyła ich liczbę. Jednak dotąd nie stało się tak w Los Angeles, gdzie kilka lat temu było tysiąc takich sklepów, dziś ich liczbę szacuje się na 650-700. Los Angeles zaczęto nazywać Stolicą Zielska Dzikiego Zachodu.

Pod koniec kwietnia rada miejska przegłosowała jednak ograniczenie liczby sklepów do 186. Jego zwolennicy mówili, że wokół sklepów tworzą się "strefy niebezpieczne", przyciągające też handlarzy narkotykami twardymi, i że sklepy z marihuaną często powstają w pobliżu szkół średnich, co wpływa na wychowywanie nastolatków na uzaleznionych itd.

Nowy przepis wszedł w życie 1 maja. Sklepy będą musiały być oddalone od szkół czy parków o co najmniej 300 m, ich właściciele będą musieli poddać się sprawdzeniu przez policję, a próbki wszystkich odmian marihuany będą musiały być oddawane do niezależnego laboratorium, za co sklepy zapłacą 1000 dol rocznie.

Pozostałe prawie 500 sklepów ma czas do 7 czerwca, by zamknąć drzwi na zawsze. Ich właściciele ostro protestują. Amy Weiss i jej mama Kathy, która zresztą poznała marihuanę rzeczywiście jako środek uśmierzający ból podczas raka piersi, otworzyły rok temu swój sklep, inwestując w remont i wyposażenie 80 tys. dol. Teraz wraz ze 130 innymi właścicielami będą skarżyć miasto. Uważają, że ich sklepy wcale nie zwiększają przestępczości ani nie popychają dzieciaków do mocnych narkotyków.

W dodatku Los Angeles, pogrążone jak cała Kalifornia w kryzysie budżetu publicznego, wyda na procesy miliony dolarów. Dotąd sklepy dawały miastu w podatkach od 60 do 100 mln dol. rocznie. - Władze najpierw wycisnęły pastę z tubki, a teraz chcą ją z powrotem tam włożyć. Tak się nie da! - mówi o ograniczeniach Eric Matuschek, który też sądzi miasto. W listopadzie Kalifornijczycy w referendum zdecydują, czy marihuana ma być całkowicie legalna, bez obowiązku "leczniczego".

Z kolei w Billings, największym mieście stanu Montana, trzy dni temu próbowano podpalić sklep z marihuaną koktajlem Mołotowa. Montana, podobnie jak kilka innych stanów, przeżywa bum na marihuanę "leczniczą" od czasu, gdy rok temu rząd Baracka Obamy ogłosił, że FBI nie będzie już jej ścigać. W efekcie tej decyzji liczba oficjalnie zarejestrowanych użytkowników marihuany w celach leczniczych w Montanie zwiększyła się w ciągu roku z 800 do 15 tys. W 100-tys. Billings powstało 80 sklepów. W poniedziałek rada miejska przegłosowała, że więcej powstawać ich już nie może.

Za rządów Billa Clintona i George'a Busha jr. federalne organy ścigania robiły rajdy na sklepy i wytwórnie marihuany nawet w stanach, gdzie jej lecznicza forma była legalna. Wedle niektórych szacunków 15 proc. dorosłych Amerykanów często pali marihuanę.

Źródło: Gazeta Wyborcza